piątek, 3 kwietnia 2015

#Chwila...

Tuż przed zmrokiem


Bywają w życiu chwile, których nie da się powtórzyć.



Są ulotne, niczym oddech, niczym mgła poranna nad brzegiem wody, niczym myśl senna, która ginie natychmiast po otwarciu oczu.



I nie o wielką miłość tu chodzi, nie o uczucie bez dna i zahamowań, nie o…

I niekoniecznie o religijność tu idzie, choć każdy rodzaj świadomej wiary rodzi – przecież – tę potrzebę…



 A o zwykły wieczór u przyjaciół. U tych, u których bywamy tak często, a tu nagle tym razem… Było jakoś inaczej. Tak ciepło, sympatycznie, ulotnie właśnie.

O zamkniętą w świątyni chwilę samotności, pełną zadumy i wpatrzenia…
w głąb siebie.








O smak świątecznego jajka i białego barszczu, żurkiem zwanym, w pierwszy dzień Świąt Wielkiej Nocy uroczyście spożywanych.

O sekundę zadumy przy trzasku świecącej watry.
A nawet o myśli, biegnące w ciepłą noc czerwcową, nad brzegiem naszej ulubionej wody, miejsca szczęśliwego hobby.
 Ulotnej chwili czar... w kadrze zatrzymany







Biegniemy natychmiast, dnia następnego, wolno nam, bo to nasi przyjaciele, bo to nasza świątynia, bo to nasz ogień, bo zostało jeszcze święcone, z myślą:

- Może się powtórzy!

- Może?

Oczekujemy tego!

Pragniemy tego!

Wręcz żądamy tego!



A tu nic!

Tak zwyczajnie!

Do diaska!

Normalnie. Kawa, ciasteczko, rozmowa – nawet miła, wnętrze to samo, skorupka identyczna, drewno z tego, co wczoraj, „źródła” i wszystko…

wokoło tożsame.



- I co?

- I co z tego?

- I nic!

- I co?

- I co z tego?

- I nic!



Nie ma Taaamteeego!

Wielkiego, wspaniałego, znakomitego, kojącego…

Nastroju?

Czucia?

Atmosfery?

Ducha?

No, czego?



Urok chwili w kropli myśli zatopiony.

Czułe piękno w ulotny ślad pamięci zamienione.
Urywek filozofii życia, z jego prozy w subtelną lirykę uczesany.


Klasztor sióstr bernardynek w Świętej Katarzynie (Góry Świętokrzyskie). Miejsce zadumy i kontemplacji wiary.
A promienie Jego nić pajęczą z półcieni, półświatła utkały... radości nam chwilę w bytowaniu czyniąc!

Kapliczka św. Franciszka (Świętokrzyski Park Narodowy)


 Odstępstwa od norm językowych celowo uczynione.

środa, 18 marca 2015

Giną „#Wyspy Szczęśliwe”



    Nasze małe, maleńkie, maluśkie, maluteńkie, „malutenieńkie”, ale jakże ważne, jakże cenne, bo takie nasze, ciepłe, „wewnętrzne”. Darzymy je sentymentem. Są źródłem naszych drobnych radości. Lubimy je odwiedzać. Lubimy tam bywać.
 Tam znajdujemy nasz wewnętrzny spokój.
 Tam lubimy marzyć.
 Tam i tylko tam potrafimy „niszczyć” nasze frustracje.
 Tam i tylko tam potrafimy pozytywnie nakręcać naszą „psyche”.   To one jawią nam się czasem w naszych sennych bajaniach.
To je szczególnie cenimy, szanujemy, to za nimi tęsknimy. 
To do nich namolnie wracamy. 
To one nigdy nam się nie znudzą, choć czasem są również miejscem naszego fizycznego wysiłku, ale jakże radosnego wysiłku. Nawet świadoma perspektywa bolesnych zakwasów dnia następnego, nie jest wstanie odwieść nas od wizyty na naszych Wyspach Szczęśliwych.



I nie chodzi tu o grę wyobraźni, o obraz z ułudy, o pogoń za nieosiągalnym, a o zwykłe cuda Natury „zapętlone” w naszym hobby, w naszej pasji, w naszej drobnej chwili radości.

To nasza działka z rabatą kwiatów, trzema krzakami porzeczek i drzewkiem wiśni, co rodzi wtedy, gdy ma ochotę, ale gdy już, to ile radości nam sprawia.
To nasze miejsce nad wodą, wśród krzewów tarniny, traw i drzew rosochatych, nad lustrem zawieszonych.
fot. Anna Denkis
   
 To leśna ścieżka, gdzie koła roweru wciskają w ziemię nasiona dumnego dębu i strzelistego buka, co wiatru się nie boi.
fot. Anna Denkis

    A i polana w nim, lesie, zatopiona, gdzie runo cudownie nam się kłania i do koszyka naszego się wprasza.
To nasze brzozy, na jego skraju posadowione, urokliwe o każdej porze dnia i roku – „wysmukłe modelki”.
                                                                                                              fot. Anna Denkis 
  
To, w końcu, „brudne” wertepy, które przemierzamy, by urok Natury, w „kropli” słońca zatopiony, szkiełkiem i okiem uchwycić i piękno „obrazu” utrwalić.

To…

No! Co jeszcze?

Ech! Te nasze Wyspy szczęśliwe!
fot. Anna Denkis

  Wyrastają, w Naszym Lesie, wysokie płoty, o ironio, jak grzyby po deszczu.
Prostują się koryta Naszej Wody, w ściek, no dobrze, w kanał się zmieniając.
Znikają Nasze Krzywe Drzewa nad nią pochylone, z wysoką trawą zaprzyjaźnione, beton nam w prezencie „ofiarując”.
Ginie rabata, kostką brukową przykryta…



Giną „Wyspy Szczęśliwe”! Nasze Wyspy Szczęśliwe…
fot. Anna Denkis



I jak tu się dziwić, że młodzi „nie wychylają nosa” z notebooka. Toż tam mają swoje, nowe „wyspy szczęśliwe”. Wirtualne, bo wirtualne, ale choć trochę "szczęśliwe". Może...
Młodzi?
„Stuknę” w tablet(a). :)




I, A na początku zdań zamierzone. Znaki interpunkcyjne „rozlokowane” celowo. Odstępstwa od norm językowych świadomie uczynione.

Urokliwe fotografie dzięki uprzejmości Pani Anny Denkis, autorki "obrazów natury", https://plus.google.com/101381092797713387822/posts ( lub kliknij w fotkę "brzozy", w górnym lewym rogu).